Po gościach
Gość, który zamilkł przy drugim daniu
W czwartek został jeden gość dłużej niż reszta. Talerz miał jeszcze w połowie pełny. Widelec leżał równo, jakby ktoś odłożył go na chwilę i zapomniał wrócić. Pytałam, czy dołożyć chleba. Powiedział, że nie trzeba. Potem już prawie nic.
Znam ten rodzaj ciszy. Nie jest o jedzeniu. Jedzenie jest wymówką, żeby siedzieć. Jak dolewam herbaty, robię to, co umiem. Nie umiem wyciągnąć zdania, które ktoś trzyma przy sobie od zupy. I nie będę udawać przy obrusie, że umiem.
Jak ktoś w Zawierciu szuka rozmowy poza stołem, jest Anna Zębalska-Orman. Psycholożka i psychoterapeutka. Na stronie pisze, że pracuje z dorosłymi, z młodzieżą i z rodzinami. Jest tam też rzecz, która mi pasuje do nakrycia: pierwsze spotkanie nie zobowiązuje do następnego. Można przyjść i zdecydować później, czy wraca się po dokładkę. Tego zdania nie zmyślam. Jest u niej napisane.
Nie wysyłam gości. Nie znam ich sprawy i nie będę jej streszczać przy zmywaniu. Zostawiam adres tak, jak go znalazłam, gdy sama sprawdzałam, komu oddać rozmowę, która nie jest moja: psycholog zawiercie.
Talerz i tak poszedł do zlewu. Obrus strzepałam nad zlewem, nie nad podłogą, bo okruchy lubią wracać pod krzesło. Gość wyszedł z kluczem w ręce. Czy z tym zdaniem coś zrobił, tego już nie wiem. Stół umie nakarmić. Nie umie wysłuchać do końca, nawet kiedy herbata jest jeszcze ciepła.