Alltar

Na stole

Stół przy oknie w październiku

Motyw z Unsplash, stół przy oknie z cudzej fotografii, nie moje mieszkanie.
Motyw z Unsplash, stół przy oknie z cudzej fotografii, nie moje mieszkanie.

W październiku przysuwam stół do okna. Nogi szurają, filiżanka na blacie dzwoni, ja trzymam blat z dwóch stron i sunę odrobinę, potem jeszcze odrobinę. Szyba jest zimna, kiedy przykładam do niej nadgarstek. Światło pada na miejsce, gdzie zwykle stoi sól. Sól wygląda przy tym świetle na szarą, nie na białą.

Nakrywam wcześniej niż w sierpniu, bo ciemno przychodzi w trakcie jedzenia, nie po. Talerz, widelec po lewej, chleb w koszyku, masło pod przykrywką, żeby nie łapało chłodu od szyby. Siadam twarzą do podwórka. Ktoś na dole trzepie dywan. Kurz wisi w słońcu i opada, zanim skończę kromkę.

Gości dziś nie ma. Mimo to zostawiam drugie nakrycie odwrócone dnem do góry, sam talerz, bez sztućców. To nie jest miejsce dla kogoś konkretnego. To jest sposób, żeby stół nie wyglądał jak biurko. Notes i tak leży z boku. Odsuwam go, kiedy jem, i przysuwam, kiedy talerz jest pusty.

Październikowe światło jest niskie. Cień widelca robi się długi i cienki, wchodzi na obrus aż pod koszyk. Przestawiam koszyk. Cień zostaje na chlebie, na jednej kromce, i ta kromka wygląda na mocniej wypieczoną, niż jest. Zjadam ją pierwszą. Skórka chrupie głośniej przy oknie, bo mieszkanie jest ciche.

Jak robi się granatowo, nie zasłaniam od razu. Lubię widzieć swoje odbicie słabo, na szybie, z kubkiem przy brodzie. Potem zasłona, jedna, lniana, i lampa nad stołem, nisko. Stół przy oknie pracuje wtedy jako wieczór. Talerz do zlewu, notes na środek, sól z powrotem na jasny punkt, którego już nie ma, ale który pamiętam z popołudnia.

Zostawiam krzesło lekko odciągnięte, nie za blisko. Rano znowu będzie tu zimno od szyby. Położę dłoń na blacie, zanim postawię kawę, i sprawdzę, czy październik został w drewnie. Zostanie. Dlatego trzymam stół właśnie tu, dopóki światło nie zejdzie jeszcze niżej i nie każę mi szukać cieplejszego kąta.

Przy szybie zostaje też para z kubka, mała chmurka, która znika, zanim wstaję. Przecieram ją rękawem i widzę podwórko ostrzej. Ktoś zgasił światło na klatce. Mój blat nadal jest jasny od lampy. Nakrycie na jutro położę rano, kiedy sól znowu będzie wyglądać na szarą. Dziś wystarczy puste miejsce po talerzu i zimne szkło pod dłonią.